Mój Pils jest lepszy, niż Twój, czyli o podziałach w krafcie

Moja racja jest lepsza, czyli dywagacje na temat tego, co komu smakuje i dlaczego to drugie jest be.

Mój Pils jest lepszy, niż Twój, czyli o podziałach w krafcie

Ostatnio modnym tematem stał się podział społeczeństwa. Wszystko dzięki polityce i ludziom wierzącym w obietnice poszczególnych stron. Postanowiłem sprawdzić jak wygląda sytuacja wśród osób pijących piwo. Za sprawą stylu o nazwie Pastry Stout dało się zauważyć podział na jego zwolenników oraz przeciwników. Grup o odmiennych zdaniach jest jednak znacznie więcej. Oto krótki przegląd:

Miłośnicy goryczki kontra team słodyczka

Źródło : memegenerator.net

Goryczka wyrażana jest w IBU (International Bitterness Units). To właśnie goryczka jest jedną z podstaw piwnej rewolucji. Piwowarzy domowi z USA dodawali spore porcje chmielu podczas gotowania brzeczki uzyskując w ten sposób wyraźnie goryczkowe piwa. IPA stawała się coraz popularniejsza przewyższając pod względem IBU przeciętnego Lagera, wartość IBU była nawet trzy razy większa. To właśnie w tej goryczce zakochali się fani piwa kraftowych na całym świecie. Nuty żywicy, grejpfrut, nie ważne, musi być gorzko. Kilka lat temu doszło do pewnej zmiany. Z czasem coraz więcej chmielu trafiało do brzeczki już po gotowaniu. Przełożyło się to na bardziej owocowy charakter piwa. IPA nie była już grejpfrutem, a owocem mango. Ten sam los spotkał Stouta. Miejsce palonego RISa zajął cukierkowy Pastry Stout. I właśnie te przeciwne grupy zebrały sporo rzeszę zwolenników. Z jednej strony są ludzie tęskniący za wyraźną goryczką i szydzący ze słodkich piw. Podobno słodkie to smakuje każdemu, gdyż słodyczą można zakryć wiele wad piwa. Z drugiej osoby lubiące owoce, nie kręcące nosem przy aromatach i podśmiewające się z 1000 IBU. Ciężko być tu po środku. Ja należę do #teamsłodyczka

Stara szkoła kontra nowe pokolenie

Żródło : dontdrinkbeers

Czas płynie nieubłaganie. Na scenie jest sporo osób pamiętających początki kraftu. Pierwsze piwa z Browaru PINTA, premiery w lokalach, festiwale, fora, blogi. Wszystko poszło do przodu, teraz mamy Facebooka, Instagram. O piwie może wypowiedzieć się każdy. Nie trzeba już szukać butelek po całym mieście, wystarczy odwiedzić najbliższy sklep. Roczna ilość premier też przekracza już wszelkie rekordy. Stara szkoła często wraca wspomnieniami jak to kiedyś było dobrze, wszyscy na scenie się znali, każde piwo było wyjątkowe, nie było tyle hejtu. Ogólnie było lepiej. Podobnie mówią moi dziadkowie, kiedyś to był czasy, teraz już nie ma czasów. Nie byłem związany z kraftem, kiedy jeszcze raczkował, ale teraz jest naprawdę gorzej? Nie, jest inaczej. Kilka dobrych lat temu grałem sporo w Pro Evolution Soccer, ba, byłem nawet na kilku turniejach. Rozgrywki miały swój klimat. Trzeba było załatwić sprzęt, lokalizację, obgadać przyjazd ludzi z innego miasta. Teraz cała rozgrywka przeniosła się do internetu. Młodzi siedzą przed konsolą i grają z ludźmi z całego świata. Czy jest gorzej, nie, inaczej. Czasy się zmieniają i kraft musi się do nich dostosować. Atak Chmielu, symbol piwnej rewolucji, robi już tylko sentymentalne wrażenie. Obecnie poziom reprezentowany przez polski kraft poszedł do góry, więcej jest bardzo dobrych piw, a te giganty sprzed kilku lat stają się średniakami. Kto za nimi tęskni? Chyba tylko starsi birgicy.

Klasyka kontra nowa fala

Ten punkt można podciągnąć pod to co napisałem wyżej. Style piwne, ile ich jest? Dużo. Część z nich jest znana już od wielu lat i nie wiążą się z nią żadne udziwnienia, dodatki czy też leżakowanie w beczkach. Piwo oddaje smak słodu oraz chmielu. Do klasyki należą piwa tylu Lager, Pils lub też pszeniczne. Z drugiej strony mamy wysyp nowych stylów, hybryd łączących dwa kompletnie różne światy. Piwo kwaśne i słodkie zarazem? Witamy w klubie miłośników stylu o nazwie Pastry Sour. Biję właśnie do niego, gdyż ostatnio to chyba właśnie on dzieli scenę na dwa obozy. Anty oraz pro. Z jeden strony słychać, że to już nie piwo, że to takie piwo z sokiem, ale dla birgików. Jeśli ktoś porównuje Tyskie z sokiem do Gelato, to ma poważny problem z sensoryczną oceną piwa. Z drugiej strony, jak się nie podoba, to po co pijesz? Aha, bo ulubiony browar nie warzy już ulubionego Pilsa i przerzucił się na zarobek? Większość ludzi lubi się rozwijać, gdy pojawia się nowy styl, traktują to, jak wyzwanie. Z tego powodu sporo piwowarów chce się zapewne sprawdzić i wydaje czasami piwo w tym, czy innym stylu. A to, czy dany styl się przyjmie zależy tylko od odbiorcy. Być może Pastry Sour podzieli los Brut IPA. Chociaż ja w to wątpię. Ludzie lubią słodycz oraz owoce. Nie wiem tylko, komu to przeszkadza? W każdym kierunku są rzeczy popularne i te mniej mainstreamowe, nowe trendy. Muzyka, film, malarstwo. W piwowarstwie już tak być nie może? Niektórzy starają się usilnie wmówić mi, że prawdziwe piwowarstwo to tylko klasyka i chmiel na goryczkę. I tego się powinno trzymać, a te nowe Pastry, to już pomyłka. Przypomina mi się czas, kiedy to na scenę wchodził New England i po pewnym czasie coraz więcej osób krytykowało styl za jego soczkowy charakter. Być może przyczyną tego, był fakt, że łatwiej uwarzyć goryczkowe IPA niż odwrotnie. Może uzyskanie gładkiego ciała i tropików w smaku nie jest wcale takie proste? Skonstruowanie dobrego New England to nie lada sztuka i nie każdy browar temu podołał. Styl ten kładzie duży nacisk na chmiel i jego różnorodność. Widziałem też ludzi mówiących “He he pijesz ciągle ten sam tropikalny sok, tylko z inną etykietą” … i te same osoby wracały do Pilsa, który … chyba też smakuje tak samo? Poważnie. Ja cenię piwa nowofalowe, rozwijają one kreatywność piwowarów, tworzą nowe kierunki, sprawiają, że ta rewolucja dalej trwa. Klasyka też jest dobra, kto nie lubi wypić dobrego Pilsa niech pierwszy rzuci kamień. Trzeba szanować obie strony i nie zaglądać innym do szkła. Jeśli styl tobie nie odpowiada, to go po prostu omijaj.

Tanie piwa kontra drogie sztosy

Obecnie pieniądze otwierają wiele drzwi. Dobrze je mieć. Kraft stał się drogim hobby, czymś niezrozumiałym dla osoby zastanawiającej się nad wydaniem pięciu złotych na Żywca. Na szczęście w przedziale cenowym do dziesięciu złotych można znaleźć kilka ciekawych pozycji dla osoby wchodzącej w kraft. Sam fakt płacenia dwa razy więcej za rzecz kupowaną wcześniej taniej odbija się na budżecie. A co kiedy taka osoba widzi Double IPA oscylujące w granicach 20 PLN za puszkę? Szok i niedowierzania. Następnie odwracasz się w stronę ciemnych piw i tu już ceny niejednokrotnie przekraczają 30 złotych i tu uwaga, za małe 330 mililitrów! Na szczęście wyżej w sklepie stoją duże butelki z jakimiś dziwnymi kwaśnymi stylami i dużym F. Tam już lepiej nie patrzeć na cenę. Moje najdroższe piwo? Bodajże coś lekko ponad 300 złotych. Czy smakowało dziesięć razy lepiej od tego za 30? Czy było warto? Ile to osób ma podobne podejście do piwa? Znam osoby kupujące drogie ciuchy, oryginalne metki, prosto od projektanta. Znam osoby jedzące w drogich lokalach, kupujące oryginalne płyty oraz film, wybierające laptopy z wypasioną kartą graficzną, aparat z obiektywem większym niż moja pensja i wiecie co? Gratki. Każdy kto ma jakąś pasje, hobby, zajawkę na którą przeznacza swój czas i pieniądze, nie wyrzuca ich w błoto. Podstawową funkcją banknotów jest nabywanie za nie dóbr. Skoro kogoś stać (albo i nie) i daje mu to dużo radości, to jest on na dobrej drodze. Kasę można stracić, a wspomnienia zostaną. Jeśli ktoś ma przyjemność w piciu RISów leżakowanych w beczkach, to niech idzie tą drogą. Ja mam tyle dobrych wspomnień z wyjątkowymi piwami, degustacjami, do tego poznałem masę fajnych ludzi, z którymi mogę porozmawiać na wspólne kraftowe tematy. Gdybym miał to wszystko stracić i dostać z powrotem kasę za wszystkie wypite piwa … to bym tego nie zrobił. Poza tym piwo nie jest jakimś wielce wykwintnym alkoholem. Teoretycznie stać mnie na zakup tych najdroższych butelek. Nie mogę powiedzieć tego samego o winie lub whisky. To są dopiero drobie rzeczy 😉

Polskie produkcje kontra zagranica

Polskie produkcje kontra zagranica

Ten podział widać w większości innych dziedzin życia. Tak jak w piłce nożnej porównujemy poziom naszych klubów z tymi z zagranicy, tak samo w krafcie oceniamy piwa porównując je z topowymi przedstawicielami stylów. Świat stał się mniejszy i nie ma już problemów z zaopatrzeniem się w topowe piwa. Oczywiście, nie są one dostępne w  pierwszym lepszym osiedlowym markecie. Kto szuka i ma choć trochę umiejętności do kojarzenia faktów, zdjęć i osób może mieć dostęp do piw z zagranicy. Są sklepy wysyłające piwa do naszego kraju, osoby mieszkające zagranicą … i parę innych źródeł. Wracam do tematu. Przeglądając rankingi piw na portalach typu Untappd można zauważyć jedno. Najlepsze pozycje okupowane są przez browary z USA. To właśnie tam znajduje się obecnie kraftowa stolica. Osobiście jestem mocno związany z brytyjską sceną i uważam, że piwa z wysp również trzymają wysoki poziom. Wyższy od polskiego. Nasze browary poszły mocno do przodu, poważnie. Piję kraft od 6 lat i widzę duży postęp. Widać to po ocenach piw spływających z zagranicy. Anglicy oceniają bardzo dobrze Maltgarden, który zdecydował się otworzyć na ten kierunek. Chłopaki są u nas na topie, więc nie dziwi mnie ich popularność na wyspach. Jednak pijąc nawet średnie IPA z UK uważam, że jest ono lepsze, niż średnie IPA uwarzone w naszym kraju. Nie mówiąc już o masywnych Double IPA. O TIPA wspominał nie będę, póki co to wstyd przed Ryśkiem. To samo dotyczy Imperial Stoutów leżakowanych w beczkach. Piłem kilka topowych pozycji i czułem różnicę. Pamiętajcie, piszę cały czas o topie. Zagranicą też zdarzają się wpadki. Jedak jak słyszę, że ktoś wypił ponad czteromiesięcznego Cloudwatera porównując go do świeżego lokalnego IPA, następnie ocenia CW średnio, to chce mi się śmiać. Niektórym brakuje chyba podstawowej wiedzy na temat piwnych stylów. IPA powinna być pita na świeżo, kropka. Oczywiście, że po czterech miesiącach będzie ona nadal pijalna, nie będzie to jednak już ta sama tropikalna bomba jak w pierwszych 4-5 tygodniach. Dlatego należy podawać krótki termin do spożycia, widząc rok na niektórych polskich NEIPA kręcę głową z niedowierzaniem. A może właśnie te niedoświadczone browary tak psują wizerunek polskiego kraftu? Większość pierwszych polskich New England IPA wypadała średnio, to samo dotyczyło piw w stylu Pastry Stout. Naciąganie parametrów stylu, aby na etykiecie widniała trendy nazwa stało się już normą. Ile to było już Double IPA ze śmiesznym 7% alkoholu,  Pastry Stout z ekstraktem nie przekraczającym 20 Plato. To właśnie browary odpowiadają po części za sprzedawanie nowego stylu w okrojonej wersji. Później ktoś wyrabia sobie opinię i jak w końcu trafia na topowego przedstawiciela stylu z zagranicy nie może uwierzyć w tak dużą różnicę.

Picie dla statystyk kontra picie dla picia

Picie dla statystyk kontra picie dla picia

W piwnym świecie istnieją aplikacje do oceniania piw. Nie jest to nic nowego, wystarczy spojrzeć na Filmweb. Pijesz, oceniasz, po sprawie. Wśród osób pijących kraft są też giganci statystyk, osoby z największą liczbą wypitych piw. Z jednej strony wow, z drugiej można się martwić o zdrowie 😉 Prowadzenie konta na Untappd, oprócz samej oceny, daje też możliwość napisania krótkiej recenzji, dodania zdjęcia lub oznaczenia znajomych. Wszystko dla przyjemności. Jak się jednak okazuje, są ludzie, którym to przeszkadza. Że to już nie picie dla przyjemności, a statystyk. Że tylko w telefonach siedzą. Opinie ludzi można znaleźć chyba w każdej możliwej branży. Czy mi chce się pisać opinię o restauracji, którą ostatnio odwiedziłem? Nie. Czy mam za złe, że ktoś poświęcił swój czas i opisał menu oraz wrażania z podobnej wizyty w google? Nie. Ludzie mają różnie pasje, jeden zbiera znaczki, inny piwa. Właśnie do tego rodzaju kolekcjonowania można porównać zaliczanie kolejnych piw na UT. Może ktoś lubi mieć wszystko poukładane? Przy tej liczbie nowości ciężko zapamiętać, czy piło się RocknRolla z Kingpina. Rzut oka na UT, tak piłem i nawet mi smakowało. Poza tym prowadzenie statystyk stwarza niepowtarzalną okazję to świętowania np 1000 Checkinów 😉 Niektórzy stawiają sobie wyzwania. Coś w stylu spróbowania całego top 50 na RateBeer albo najlepiej ocenianych piw z danego kraju. Dla niektórych osób kraft to nie tylko zakup piwa na wieczór. Hobby staje się wtedy pasją. Ja osobiście podziwiam ludzi z pasją, lubię słuchać osób mówiących o rzeczach, które je na sto procent jarają. Na pewno znajdą się też osoby, które chcą wypić piwo  jako pierwsi, dać pierwszą recenzję, być osobą z największą liczbą checkinów danego piwa, ale to ma mi przeszkadzać? Ostatecznie osoba ta kupi piwa, a kasa trafi do browaru.

Blogerzy kontra reszta

Ten podział zaobserwowałem tylko społeczności piwnej. Bloger to osoba pisząca w internecie na tematy mu znane i lubiane. Zazwyczaj posiada on stronę internetową bądź też konto na portalu społecznościowym. Dlaczego na scenie kraftowej aż tak się ich nie lubi? Podobnie jak w przypadku piwnych premier, w ostatnich latach liczba blogerów przybrała znacznie na liczbie. Bloga może założyć każdy, nie trzeba mieć specjalnych uprawnień, wiedzy oraz doświadczenia. Tu pojawia się więc pierwszy znak zapytania, czy osoba pisząca o piwie ma odpowiednie kompetencje? Na początku był wielki boom na Tomka Kopyrę. Co by o nim nie mówić, przekonał on wiele osób do picia kraftu oraz do warzenia piwa w domu. Jego filmy z recenzjami trafiały do szerokiej publiczności. Zapewne wtedy wiele osób wpadło na pomysł “a może zrobić to samo?”. Przecież każdy potrafi wypić piwo i coś o nim powiedzieć, a jeszcze podobno za recenzję wpadają pieniądze. W internecie pojawiało się coraz więcej blogów opierających się głównie na recenzjach piwa. Opinie, zalety, zdjęcia i tak w kółko. Fajnie, jak ktoś miał jeszcze coś do powiedzenia. W większości były to jednak farmazony, nierzetelne informacje i sponsorowane recenzje. Ten drugi temat stał się wrzodem wraz z nastaniem czasów Instagrama. Wiem, wiem, aplikacja opiera się w dużej mierze na zdjęciach, ale jak ktoś może uważać się za osobę kompetentną skoro nie potrafi napisać kilku zdań na temat piwa? Dodatkowo wkurza mnie ten sponsoring. Piwo za darmo? Ekstra IPA. Potem kupuję ją w sklepie i jest kwas. Odwrotnie też to działa. Browar nie wysłał piwa? Kupię i dam średnią opinię. Nie dziwię się, że recenzje blogerów stały się już mało wiarygodne. Do tego przechwałki “mam bloga” jakby znaczyło to mniej więcej tyle, co skończenie Uniwersytetu. O ile jeszcze kilka lat temu blogi mogły być źródłem informacji, to teraz w dobie Untappd mało kto czyta już recenzje. Są oczywiście blogi, które sam śledzę. Ludzie mający jeszcze coś ciekawego do powiedzenia. Niestety, w tym zasypie chłamu jest ich coraz mniej.

Podziały były, są i będą. Najlepiej pić co się lubi i kupować według własnego smaku.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bartek
Bartek
2 miesięcy temu

Ja uważam, że kto chce szukać podziałów i zwady to zawsze je znajdzie, nawet z najbardziej irracjonalnych i błahych powodów, więc tym aż tak bym się nie przejmował. Mnie natomiast intryguje ciągły wzrost cen – sam widzisz, ciężko jest w Piwoszniku kupić coś sensownego poniżej 10zł, byle pucha z ~5% alk. to 14zł. Trochę smutno, kiedy weźmiesz pod uwagę, że kiedyś – 2016-17 nie chciało się wydawać na IPKę 8-9zł. Wiadomo, inflacja, większy ZUS i koszty pracy, ale z drugiej strony wolę wspierać lokalne sklepy bo pamiętam czasy gdy takowych nie było i dopiero była bieda. Paradoksalnie uważam, że piwna… Czytaj więcej »