Ego Tripping At the Gates of Hell [Pomona Island]

No to jedziemy z tymi Triple IPA. Dziś wypiję bowiem Ego Tripping At the Gates of Hell z Pomona Island.

Ego Tripping At the Gates of Hell [Pomona Island]

Uwierzycie, że jest to moje dopiero drugie piwo z Pomona Island? Mam kilka browarów z jeszcze mniejszą liczbą na liczniku, ale Pomona nieco mnie dziwi. Poważnie, dosyć dobrze obserwuję brytyjską scenę kraftową i pochwały pod adresem tego browaru pojawiają się tam bardzo często. Co skusiło mnie do zakupu? Najlepiej oceniane piwo w historii browaru? Według Untappd są to inne pozycje. Ego Tripping At the Gates of Hell ma średnią 4,4 przy liczbie ocen sięgających ponad 1 500. Taka liczba robi wrażenie. Pozostałe pozycje są wyżej oceniane, ale mają po 40-50 ocen. Tak więc jest to “prawdopodobnie” najlepsze piwo uwarzone przez Pomona. Na pewno nie jest to pierwsza warka. Pamiętam, że zastanawiałem się nad zakupem, ale ostatecznie się nie udało. Później nieco żałowałem, a nazwa Ego utkwiła mi w pamięci. Pomona rzuciła informację o nowej warce pod koniec listopada, tym razem nie mogłem jej przegapić.

STYL: Triple IPA
EKSTRAKT: ?
ALKOHOL: 10,5 %
SŁODY: Barley, oats, wheat
CHMIEL: Cryo Mosaic, Citra
DODATKI: ?
DROŻDŻE: ?
IBU: ?
DATA SPOŻYCIA/WARKA: 05.08.2021

O co tyle szumu? Piwo reprezentuje styl Triple IPA. Liczbę TIPA można w tym roku liczyć już w dziesiątkach. Zastanawiam się, czy w 2021 będzie tyle Quad IPA? Szybki rzut oka na zawartość alkoholu, wynosi ona 10,5 procent – prawilnie. Dobór chmielu wygląda bardzo klasycznie Cryo Mosaic oraz Cita, ile razy to już było? Nie zliczę. Z ocen znajomych da się wywnioskować jedno, piwo powinno być bardzo cieliste. To zdecydowanie mój klimat. Nie należy mylić cielistości ze słodyczą. Chociaż oba ta elementy idą ze sobą w parze, to da się uwarzyć IPA z niską zawartością cukru i odpowiednio tęgim ciałem.

Etykieta jest bardzo minimalistyczna, jak to Pomona. Tym razem widzę tu robota, uśmiechniętego robota. Bez wątpienia jest on wyzwolony, jego wtyczka jest bowiem wyłączona, to znak autonomii. Pudrowe barwy, niebieski, róż, tyle. Piwo jest dostępne w puszkach o pojemności 440 mililitrów i zostało uwarzone w Pomona Island w Salford.

Ego Tripping At the Gates of Hell [Pomona Island]

KOLOR
Piwo jest zamglone, ale od razu zauważyłem tu zerowe nagazowanie. Przekłada się ono na brak piany. Wygląda rzeczywiście jak sok.

AROMAT
Przyjemny słodki zapach, od początku trafia on idealnie w moje gusta. Tropiki oraz pestkowce, nie trzeba pisać nic więcej. Podoba mi się świeżość, aromat nie jest zamulony, a owoce sprawiają wrażenie zerwanych prosto z krzaka … który na pewno stał na pełnym słońcu.

SMAK
Smak jest równie wyraźny, imperialny. Tutaj słodycz jest nieco wyższa, aromat był mniej słodki. Na szczęście finisz niesie ze sobą inny klimat. Może nie jest to goryczka, ale lekkie, bardzo lekkie nuty żywicy robią swoje. Wcześniejsze opinie na temat ciała mają stuprocentowe pokrycie. Piwo jest gęste, ładnie spływa po moim podniebieniu. Brak gazu podbija tą gęstość. Ogólnie całość poszła wyraźnie w słodką stronę. Brzoskwinia, nektarynka, pomelo, mango, cały koktajl w jednej puszce. Cieszy mnie fakt, że piwo nie jest za ciężkie w odbiorze. Gęstość, gęstością, ale owoce robią swoje. Duży plus za genialne ukrycie alkoholu, ta dyszka jest tu wzorowo schowana. Tak więc TIPA z rodzaju tych słodszych. Mój klimat, więc mogę być nieco nieobiektywny.

Ego Tripping At the Gates of Hell [Pomona Island]
OCENA : 4,50 / 5,00

Pyszka, bez dwóch zdań. Przy tak wysokiej zawartości alkoholu udało się wykręcić taki tropikalny sok, brawo.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments