Milli Vanilli [Coconut Milk Stout]

Dziś recenzja kolejnego piwa własnej roboty. Sprawdźcie jak wyszło Milli Vanilli, mleczny Stout z dodatkiem kokosa.

Milli Vanilli [Coconut Milk Stout]

O samym piwie nie będę zbyt dużo pisał, jeśli ktoś jest ciekawy odsyłam go do wpisu z przepisem na piwo. Ja jestem nastawiony do piwa trochę sceptycznie. Było to moje pierwsze piwo uwarzone ze słodów i wiem, że popełniłem kilka błędów. Piwo stoi już 3 miesiące w piwnicy, postanowiłem sprawdzić jak smakuje. Próbowałem go już wcześniej, ale zapach drożdży był zbyt intensywny i zabijał resztę.

Co do etykiety to miała ona nawiązywać do letniego klimatu. Jest więc kokos i zachód słońca. Sama nazwa kojarzy mi się trochę z latami 80′ i 90′ stąd też kolorystyka, która ma nawiązywać do klimatu GTA Vice City. Tyle o stronie graficznej, sprawdźmy co niesie ze sobą wnętrze butelki.

Milli Vanilli [Coconut Milk Stout]

Piwo jest czarne jak noc. Na krańcach widać trochę brązu. Tyle jeśli chodzi o kolor. Miał być Stout i wyszło dobrze. Piana jest … właściwie to nie jest. Wcale jej nie ma. Przy nalewaniu było sporo brązowych bąbelków, jednak znikły one w ciągu kilku sekund. Już bałem się, że jest zbytnio nagazowane. Wyszło raczej odwrotnie. Na powierzchni widać trochę tłuszczu, który został po wiórkach kokosowych. Słabo to wygląda.

W aromacie czuję mocne uderzenie kokosa z alkoholem. Coś jak wiórki kokosowe nasiąknięte mocno alkoholem. Czuję też trochę drożdży. Aromat nie jest zbyt przyjemny, na pewno nie czuję w nim nic słodkiego. Nie ma też nut palonych. Aromat lekko rozgrzewa, ale jak już pisałem, jest średnio.

W smaku na początku jest spora dawka kokosa. Po niej wchodzi konkretny gorzki finisz. Piwo fajnie grzeje mimo bardzo niskiej zawartości alkoholu. W trzecim łyku poczułem fajną czekoladę, średnio gorzką. Pojawia się też więcej słodyczy w tle. Fajnie łączy się ona z gorzkim posmakiem, jaki zostawiają po sobie wiórki kokosowe. Ciało jest trochę wodniste, chociaż piwo zaznacza swoją obecność podczas spływania po gardle. Słodycz z czasem przejmuje inicjatywę, tak właśnie miało być od samego początku. Palona kontra jest krótka, ale zbyt intensywna, być może palone słody były za długo w garnku? Kokos też odchodzi na drugi plan, pojawia się czasami przy nabieraniu piwa do ust. Alkoholu nie ma wcale. Nie piszę tego jako pozytyw, drożdże słabo zadziałały.

Nie jest źle, muszę zobaczyć, jak będzie za kilka miesięcy. Romans kokosa ze słodkim i gorzkim smakiem, ze wskazaniem na słodycz. . Na pewno mogło by jej być mniej kosztem alkoholu. To na pewno do poprawki plus usunięcie plam od tłuszczu. Na dziś daję mu 5.

 

Podobne posty

Warka 18 – Christmas Ale Święta za rogiem, najlepiej uczcić je kolejną warką piwa z dodatkami, czyli drugie podejście do tematu Christmas Ale. W poprzednim roku uwarzyłem...
Warka 18 – Whiskey In The Stout Dalsza część przygód z płatkami dębowymi. Tym razem wziąłem się za Whisky Oak Aged Imperal Stout. Pierwsze, a właściwie drugie, podejście do płat...
Warka 10 – Topicana Pierwsze podejście do New England IPA nie wyszło najlepiej. Trochę lektury, kilka przemyśleń i czas na podejście numer dwa. Kilka miesięcy temu u...
Warka 16 – Vanilla Coffee Milk Stout Ostatnie w te wakacje piw z serii niski ekstrakt, to Vanilla Coffee Milk Stout. Zapraszam na relację z warzenia. Pierwsze podejście do lekkiego S...

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o