Behemoth Bafomet [Browar Perun]

Dziś będzie piekielnie, a wszystko za sprawą Browaru Perun i ich piwa Behemoth Bafomet.

piwo Behemoth Bafomet Browar Perun]

Mało jest piw do których wracam. Lubie próbować nowości i piw, których jeszcze nie piłem. Jeśli już próbuję tego samego piwa, to albo nie ma innego wyboru, albo musi mi naprawdę smakować. Przy Bafomecie wybieram zdecydowanie drugą opcje. W tej kategorii cenowej ciężko znaleźć równie dobre piwo. Ok, może jest to tylko 330 mililitrów, ale lepsze to niż pół litra czegoś słabszego. Tak więc jest to moje 3 podejście to Bafometa i pierwsze „oficjalne”.

Etykieta wygląda fantastycznie. Nie jestem fanem zespołu Behemot i ogólnie ten klimat, to kompletnie nie moja bajka, ale wzór bardzo mi się podoba. Widać na niej Baphometa, czyli kozła z wielkimi rogami. Na jego głowie widać pentagram, niżej widać trójkąt, pewnie chodzi o masonów? Chociaż wygląda on identycznie jak logo zespołu Behemot. Mocna czerwień wygląda ładnie na czarnym tle, przypomina trochę krew. Czcionka też nawiązuje do zespołu. Wygląda to mrocznie, pełno tu diabelskich symboli. Jak już wyżej pisałem, piwo jest dostępne w butelkach o pojemności 330 mililitrów. Nie ma co się dziwić, w końcu to ponad 11% alkoholu.

piwo Behemoth Bafomet Browar Perun]

W kolorze jest czerń, iście piekielna. Wygląda to jak czarny węgiel w płynie. Przy nalewaniu widać było jak bardzo oleiste jest to piwo, muszę przyznać, że dobrze to wygląda. No i ta piana, widać to zresztą na zdjęciu. Ogromna piana o beżowym kolorze i nieskończoną liczbą pęcherzyków. Nie wiem czy to diabelskie moce, ale utrzymuje się ona bardzo długo na powierzchni.

W aromacie jest mocne uderzenie rozgrzewającego alkoholu, niczym buchający piekielny ogień. Zza tego ognia wyłania się spora wanilia oraz słodycz. Wszystko jest bardzo intensywne i wyraźne. Wow, ale szlachetny alkohol, pełne i rozgrzewające. Do tego słodycz, podchodząca pod Amaretto. Już jestem rozłożony na łopatki, a najlepsze jeszcze przede mną.

W smaku na początku jest goryczka, lekko ściągająca, która powoli zmienia się w słodycz. Po pierwszym łyku po buzi rozchodzi się mocny Aftertaste gorzkiej czekolady, kawy. Jest moc i intensywność, chwilo trwaj. Biorę kolejnego łyka, mmm, tym razem dochodzi spora dawka wanilii i gorzki smak w ustach jest już ciut mniejszy. Ależ to piwo jest pełne, piękne spływa po gardle anielsko je przy tym pieszcząc. Gorzki i słodki smak wzorowo się wzajemnie uzupełniają, raz górą jest jeden, raz drugi. Jak to jednak bywa z diabłem, nie można mu ufać, gdyż bywa ona bardzo zdradliwy. Podobnie jest z Bafometem. Alkoholu nie czuję wcale, jest to jeden z najbardziej pijalnych RIS’ów jakie znam. No ale 12% alko robi swoje, czai się on w butelce i nie należy o nim zapomnieć. Po dłuższym ogrzaniu pojawia się kawa, prażone ziarna. Kawa, słodycz, wanilia (to ona pod koniec góruje), gorzka czekolada, alkohol, piekielnie dobre.

STYL: Russian Imperial Stout
EKSTRAKT: 25% wag.
ALKOHOL: 11.6 %
SŁODY: pilzneński, karmelowe, pszeniczny, czekoladowy; ekstrakt słodowy; płatki owsiane; jęczmień palony
CHMIEL: Iunga, Sybilla
DODATKI: wanilia
DROŻDŻE: Fermentis Safale S-04
IBU: 80
DATA SPOŻYCIA/WARKA: 19.12.2018
OCENA: 9/10

Bardzo dobre piwo. W tej cenie niszczy konkurencję. Jest w nim masa intensywnych smaków, od gorzkich po słodkie. Dodatkowo jest pełne i gęste, zasłużona 9.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *